BYĆ ODWAŻNYM W TRUDNYCH CZASACH

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dodane przez na czwartek, 14 luty 2019 15:27

W rocznicę wywózki Żydów z pruszkowskiego getta należy przypomnieć historię uratowanych dwojga Żydów, mieszkańców Pruszkowa i Józefa Jassa z Nadarzyna. Historia ta była pobieżnie znana autorowi od kilkunastu lat, ale przyszedł moment takiej refleksji, że poprzez zaniechanie ujawnienia zachowania się rodziny Galasów może pójść w zapomnienie i będzie to dla nich niesprawiedliwe. Impulsem było pojawienie się w Nadarzynie latem 2017 r. Marka Skurnika, którego rodzina zamieszkiwała w Nadarzynie - kilkanaścioro z nich zostało zamordowanych przez wojsko niemieckie we wrześniu 1939 r. .Jest to też rocznica 25 stycznia 1941, kiedy Żydzi nadarzyńscy otrzymali polecenie stawienia się Grodzisku Maz. na wydzielony teren, tzw. getta grodziskiego. Do tego getta musieli stawić się Żydzi z Brwinowa, Milanówka, Podkowy Leśnej - razem ok. 1200 osób, z czego Nadarzynian było około siedemdziesiąt rodzin. Był to tylko etap w drodze do warszawskiego getta. Rozporządzenie starosty sochaczewsko – błońskiego Karla Adolfa Potta określało dokładnie, co mogą zabrać ze sobą, i co obowiązani są wykonać zanim wyruszą w drogę. Jaki los spotkał zdecydowaną większość Żydów powszechnie wiadomo. Nadarzyńskich Żydów, którym się udało przeżyć, można liczyć na ok. 50 – 60 osób. Wsród ocalałych był również Józef Jass, najstarszy z ośmiorga dzieci Israela Leiba Jassa i Estery Jass, z domu Shubzak. Poniższy tekst jest o tej historii.

 

RODZINA GALASÓW UKRYWA

W l. 1940– 1945 w gospodarstwie rodziny Władysława Galasa i jego żony Józefy z Olszewskich ukrywały się osoby narodowości żydowskiej. Byli to krawiec Izaak Bi

renbaum z Pruszkowa, jego córka Rachela Birenbaum oraz Józef Jass z Nadarzyna. Birenbaumowie przebywali u Galasów praktycznie stale, natomiast Józef przyjeżdżał od czasu do czasu. Miał dobre dokumenty, dobrze mówił po polsku i nieźle radził sobie w warunkach okupacyjnych - głównie interesując się Rachelą – która po wojnie została jego żoną. Gospodarstwo to znajdowało się na obrzeżach wsi Strzeniówka ok. 2,5 km na północny zachód od Nadarzyna, w rejonie gajówki „Dębak‘’. Administracyjnie i na mapach występuje też nazwa Zaborów (folwark). Gospodarstwo miało powierzchnie cztery hektary z zabudowaniami. Dzisiejszy adres to ul. Jaskółcza, do dziś zachował się budynek, mający teraz nowy dach. W budynku tym zamieszkiwała jeszcze rodzina Czajków, szwagier Szymon Czajka, jego żona Antonina - siostra Władysława Galasa i ich syn Witold. Natomiast w rodzinie Władysława i Józefy Galasów było trzech synów: Kazimierz, Stefan i Henryk. Najbliższe zabudowania były w odległości ok. 0,5 km na wschód - rodziny Kuch i rodziny Oprządków, zaś 0,5 km na zachód była gajówka „Dębak” i budynki folwarku Zaborów. Na północ, w odległości ok. 50 m znajdował się zagajnik należący do majątku Helenów, którego właścicielem był Jakub hrabia Potocki, zajęty w czasie okupacji przez Niemców – umieścili w nim swoją administrację (m.in. komendant pruszkowskiego getta, potem komendantura obozu Dulag 121).

STEFAN GALAS OPOWIADA

„Zagroda nasza składała się z budynku mieszkalnego, przyległego doń budynku gospodarczego, stanowiącego oborę, stajnię i chlew. Od wschodu podwórko zamykała drewniana stodoła z szopą (przy stodole była drewniana ubikacja). W południowej części podwórka była studnia z kołowrotem i murowana piwnica. Od zachodu podwórko zamykał drewniany płot. Jeżeli chodzi o dom to składał się z dwóch izb przedzielonych sienią, w której tylną, większą część, zajmował duży piec do pieczenia chleba. W izbach znajdowały się kuchnie do gotowania strawy”- tyle opowiada Stefan Galas latem 2017 r. W prawej izbie mieszkała pięcioosobowa rodzina Galas, a w lewej – trzyosobowa rodzina Czajka. W izbie Galasów, w końcowej części, znajdowało się niewielkie wejście za piecem. Zimą, kiedy ukrywający się Żydzi znajdowali w tej izbie, a psy podwórzowe sygnalizowały zbliżanie się obcych osób, chowali się w tym schowku za piecem. Na szczęście Niemcy prawie nigdy do zagrody nie zaglądali, szczególnie zimą. Latem najczęściej ukrywający się przebywali w stodole, gdzie, w tak zwanym sąsieku, wykonany był z desek schowek przykryty słomą lub sianem, z zachowaniem dostępu powietrza. Posiłki podawano, ukrywającym się, albo w stodole, albo w mieszkaniu. Nie wiadomo jak Żydzi trafili do Galasów, możliwe iż kontakt nawiązany został jeszcze przed wojną, bo Jassowie dzierżawili w Strzeniówce sad od gospodarza Woźniaka i te kontakty potwierdza pani Urszula Baum z domu Woźniak córka tego gospodarza .

OJCIEC RÓŻY BYŁ KRAWCEM

Stefan Galas opowiada dalej: „W naszej zagrodzie ukrywało się troje Żydów, z których tylko Jassa znaliśmy, bo pochodził z Nadarzyna, i do którego zwracaliśmy się po imieniu, mówiąc do niego: Józiek. Pozostałych dwoje, to ojciec i córka, którzy pochodzili z Pruszkowa, a których w ogóle nie znaliśmy. Do dziewczyny zwracaliśmy się po imieniu – Róża, a do ojca – per Pan. Ojciec Róży był krawcem i chętnie jakieś naprawy dla nas wykonywał, ręcznie, bo maszyny nie było. Raz nawet uszył mi spodnie z białego worka, bo po okradzeniu nas nie miałem w co się ubrać. Ponieważ worek ten miał wydrukowane jakieś napisy, więc spodnie zostały ufarbowane. Czasy okupacji to czasy bardzo niebezpieczne i czasy bardzo smutne, ale zdarzały się czasami chwile pocieszające, a nawet komiczne. Podczas spotkań ze znajomymi pocieszaliśmy się różnymi pozytywnymi informacjami lub powiedzonkami, np. „im słoneczko wyżej tym sikorka bliżej”(sikorka miała przedstawiać gen. Sikorskiego). Pewnego razu dotarła do nas informacja, że alianci wylądowali na Sycylii we Włoszech. Ojciec Róży pyta: panie Kazik! Gdzie ta Cycylia, we Włochach? „Nasi Żydzi” ukrywali się nie tylko u nas. Czasami znikali na jakiś czas, a potem wracali. Gdzie się ukrywali tego wtedy nie wiedzieliśmy, bo lepiej było nie wiedzieć.

OKUPACYJNY NAPAD I HAPPY END JASSÓW

Epizod z napaścią nie był niczym szczególnym. w okolicy Nadarzyna, Podkowy Leśnej grasowały przez pewien czas pospolite bandy. Znane autorowi inne przypadki ustały dzięki stanowczej reakcji Armii Krajowej. Pospolite przypadki bandytyzmu, Niemcy rozwiązywali radykalnie, kilka takich zdarzeń miało tragiczne zakończenia. Jak już wspomniałem, Galasowie zostali obrabowani dosłownie ze wszystkiego, nawet znoszona odzież była łupem. Skończyła się okupacja. Ojciec Róży gdzieś zaginął, nie wiadomo gdzie. Józef z Różą wyjechali na Dolny Śląsk do miasta Niemcza. Tam się pobrali i założyli sklep. Utrzymywali kontakty z rodziną Galasów i Czajków. Zaprosili nawet Stefana i Witolda Czajkę do siebie na kilka dni. Witold Czajka odwiedzał ich jeszcze co najmniej raz. Kiedyś był tam dłuższy czas - poznał dziewczynę i ożenił się z nią. Następnie przeniósł się do Dzierżoniowa, gdzie zamieszkuje z żoną dotychczas. Z rodziny Galasów żyje Stefan Galas (ur. 18 marca 1925) w podeszłym wieku. Natomiast z rodziny Czajków żyje Witold Czajka (ur.5 marca 1932), a więc też w podeszłym wieku. Natomiast Jassowie - Józef i Róża, bodaj w 1950 r. wyjechali do Izraela. Urodziło się im dwóch synów Arie w 1946 eszcze Polsce I Józef w Izraelu, obaj mieszkają w Izraelu. Antonina Czajka, przez jakiś czas utrzymywała kontakt korespondencyjny z Jassami. Ci pamiętali też o swoich wybawcach, przysyłali życzenia świąteczne i dokąd żyła pani Róża corocznie paczki świąteczne. Około 10 lat temu synowie Jassów odwiedzili w Strzeniówce najstarszego syna Galasów Kazimierza, brata Stefana. W 2017 synowie Józefa i Racheli Jass, Arie i Józef odwiedzili Nadarzyn i Strzeniówkę oraz miejsce, gdzie ukrywali się ich rodzice. Stefan oprowadził ich po istniejącym obejściu przy ulicy Jaskółczej i opowiedział wiele zapamiętanych szczegółów.

Ryszard Zalewski (Nadarzyn)

POSŁOWIE. Latem 2007 r. autor zbierając informacje o uratowaniu Żydów przez rodzinę Galasów pytał, co jedli? np. czy posiłki były koszerne, czy Birenbaumowie płacili za jedzenie. Kazimierz Galas najstarszy syn powiedział:

Kiedy do nas przyszli – to było po likwidacji getta w Pruszkowie (luty 1940) lub krótko przed tym, mieli ze sobą tylko rzeczy osobiste i trochę pieniędzy, które szybko się skończyły. Wiem, że moi rodzice nie otrzymali od nich żadnych pieniędzy. Ten temat nigdy nie był poruszany. Moi rodzice byli ludźmi szlachetnymi i być może nawet by żadnych pieniędzy nie przyjęli Oni byli nam bardzo wdzięczni, pamiętam, że co roku na Święta przysyłali nam paczki. Były tam owoce i słodycze dla nas i naszych dzieci. Co do jedzenia, to jedli to, co i my, po prostu to co było w gospodarstwie. Pan starszy nie nadawał się do pracy w polu, czasem coś przypilnował w podwórku, Rózia coś tam trochę więcej np. przy obiedzie, praniu, ale było to dosyć ryzykowne i staraliśmy się to ograniczać. Wiem, że uratowaliśmy Dobrych Ludzi i my mieliśmy też dużo szczęścia, że nikt nas nie zakapował. Po wojnie byłem operatorem młockarni w okolicach Nadarzyna i czasami po zakończeniu omłotów gospodarze przy tzw. kielichu mówili mi, że wiedzieli o tym, że u nas ukrywali się Żydzi.

Po pierwszych publikacjach, zgłosili się inni mieszkańcy gminy Nadarzyn z bardzo ciekawymi informacjami. Jedna jest znana autorowi , druga jest nowa, ale bardzo prawdopodobna i do sprawdzenia, bo jest wysoce prawdopodobne, że żyją ich dzieci. W Izraelu żyją potomkowie 16 rodzin wywodzących się z Nadarzyna .

Bardzo proszę te osoby, które mają jakiekolwiek informacje o losach nadarzyńskich Żydów o kontakt:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub tel 602 627 456

 

 

Czytany 384 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 14 luty 2019 15:49

Kontakt

Telefon: 505 506 856
Kontakt: poniedziałek - piątek, 17:00-20:00
E-mail: biuro@spgn.org.pl


 

RACHUNEK BANKOWY

Numer rachunku bankowego SPGN:
19 1140 2004 0000 3302 7657 9369
mBank

Obecnie przeglądają stronę

Odwiedza nas 5 gości oraz 0 użytkowników.